Open’er Festival 2013 – krótkie podsumowanie

Zakończył się Open’er Festival. Uwielbiam klimat Open’era. Ten kilkudniowy festiwal to przejście do innego wymiaru. Podróż openerowymi autobusami, zabawa do późnej nocy, długi powrót autobusami do domu, spanie do południa, albo i dłużej i znowu podróż, zabawa do późna itd… No i muzyka! A w tym roku artyści i dopisali i naprawdę się popisali. Mnie osobiście całkowicie rozłożył na łopatki Nick Cave ze swoim The Bad Seeds. To, co wyprawiają na scenie Ci Panowie to jest najprawdziwszy Rock’n’Roll! Oczywiście nie chodzi mi o styl muzyczny, ale stan ducha. Przybyli z dna piekieł i zagrali koncert, którego nie zapomnę do końca życia!
Poza tym niesamowite koncerty dali Hey (bardzo sensualny), Mikromusic, Blur oczywiście :), Skunk Anansie jak zawsze :), Kings of Leon, Crystal Fighters (co za pozytywny zespół!), Kaliber44. Bardzo miło było mi poznać Alt-J’a, ale przede wszystkim absolutne oświecenie przeszłam na The National! Jak ja mogłam ich wcześniej nie znać! Cóż za przejmujący koncert! Ciarki biegały mi po plecach, a przy Sorrow byłam bliska płaczu.
Żałuję, że nie udało mi się dotrzeć na Skubasa, NAS, Devendrę Banharta, Novikę. Żałuję, że udało mi się dotrzeć na Animal Collective i Crystal Castles. Ten ostatni zespół kilka lat temu dał świetny koncert, teraz odwalił disco.
Ale najbardziej żałuję zakończenia festiwalu czyli koncertu Rihanny. To już nie była część Open’era, tylko osobny koncert, wiele osób przyjechało specjalnie na niego i to nie tylko z krańców Polski, ale także z zagranicy. Moi przyjaciele pracowali po nocach na Open’erze przez pięć dni na przemian ze swoją normalną dzienną pracą, tylko po to, żeby pójść na Rihannę na koniec.
Rihanna kazała na siebie czekać godzinę, poprzedniego dnia mocno zabalowała na Open’erze, ale spoko, to jest rock’n’roll. Tylko skoro decyduje się na koncert w Polsce dla tylu ludzi, to powinna się chociaż postarać. Niestety Rihanna, po godzinnym oczekiwaniu przyszła na scenę odtańczyć swoje piosenki. To nawet nie był półplayback, to było coś pomiędzy półplaybackiem a całym playbackiem, takie dośpiewywanie końcówek. Niestety żałość i żenuła. Dobrze, że byłam w zarąbistym towarzystwie, miałam świetny afterek, a za koncert nie płaciłam, bo był niejako gratis do czterodniowego openerowego karnetu. I tak, powiecie, że to normalne, bo jak się skacze na scenie to trudno utrzymać czysty głos, ale taki jest właśnie urok koncertu. Na całym Open’erze nie było ani jednego playbacku, a Skunk to bez problemu śpiewała czysto nawet w czasie przenoszenia jej przez tłum ludzi. W zeszłym roku byłam na koncercie Red Hot Chilli Peppers i to co wyprawiali Ci goście na scenie przeszło wszystko! Ale nie sądzę, żeby im choć przez myśl przeszło użycie playbacku. Koncert Rihanny zakończył się po niespełna półtora godzinie. Może i dobrze, że tak szybko. Był czas na poprawę nastroju :)

Opener był również dla mnie czasem pracy i nawiązywania kontaktów. Elska rozpoczęła oficjalnie swoją działalność :) Trzymajcie kciuki, bo czeka mnie kilka bardzo ciężkich miesięcy.

 Opener Festival 2013

Ten wpis został opublikowany w kategorii wpisy i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.